poniedziałek, 30 sierpnia 2010

Hodia - niezwykły kaktus który może uratować obżartuchów


Autorem artykułu jest Mirosław Mazur

Hodia (ang. – Hoodia Cactus) jest rośliną spotykaną na pustynnych i półpustynnych obszarach Republiki Południowej Afryki, Namibii, Botswany i Angoli. Tereny te – np. pustynia Kalahari, pustynia Karru (Karroo – ang., afrikaans), kraina Namaqua – to wyjątkowo małą sumą opadów rocznych (57-230 mm)
Występujące tam gleby powstałe ze zwietrzałych skał są bardzo bogate w składniki mineralne. Sama pustynia Kalahari, która zajmuje 900 tysięcy kilometrów kwadratowych, czyli 80% dzisiejszej Botswany, była kiedyś ogromnym jeziorem. Przez miliony lat znajdująca się tam woda wyschła, a jej miejsce zajęły piasek i skamieliny. 

I w takim wrogim człowiekowi środowisku pustyni Kalahari zamieszkują Sanowie – buszmeni zaliczani do najstarszych na świecie (ich dziedzictwo sięga 27 tys. lat) i najbardziej prymitywnych plemion. Plemię to – to plemię myśliwych-zbieraczy, żywiących się głównie korzonkami, bulwami i wyjątkowo mięsem uzyskiwanym sporadycznie w czasie polowań. Sanowie od tysięcy lat jedli też hodię.
Roślina ta w zasadzie należy do kaktusowatych (Cactaceae) i jest typowym sukulentem. Kwitnie w ekstremalnie wysokich temperaturach. Rodzina hodii liczy ok. 20 gatunków, ale jedynie Hoodia Gordoni zawiera ...
Właśnie, co zawiera i dlaczego o niej mówimy?
Od razu powiedzmy: tzw. „cywilizowany” świat w osobach niektórych jego badaczy „odkrył” hodię zupełnie niedawno i zaczął się ekscytować tą rośliną. Powodem tego szczególnego zainteresowania były z jednej strony zwiększające się z każdym rokiem problemy z otyłością społeczeństw zachodnich i potrzeba szukania środków zaradczych, a z drugiej - spostrzeżenia pewnego holenderskiego antropologa, który w 1937 r. badał życie Sanów.
Zauważył on, że Sanowie żują łodygi pewnej odmiany rośliny z gatunku Hoodia, którą nazywali „Xhoba” i znali doskonale jej właściwości. Żucie rośliny pozwalało im skutecznie stłumić głód i ugasić pragnienie podczas ich długich wędrówek w poszukiwaniu jedzenia po piaszczystych i skalistych obszarach, ubogich w szatę roślinną. Taki sposób postępowania był idealnym wyborem na liczne dni długich wędrówek, gdzie aby zdobyć pożywienie, trzeba nieraz przemierzyć setki kilometrów.
Po wielu latach jadłospisem Sanów zainteresowali się naukowcy południowoafrykańscy z Rady d/s Badań Naukowych i Przemysłowych – Council for Scientific and Industrial Research (CSIR). Podjęto badania, podczas których odkryto, że hodia zawiera nieznany wcześniej czynnik, który nazwano czynnikiem P57. Okazało się, że P57 doskonale tłumi łaknienie. Cząstka ta potrafi przekazać komórkom mózgu informację o sytości organizmu. Jest to przykład zwykłego oszustwa, któremu poddany jest organizm. W rezultacie skutkuje to obniżeniem apetytu. Jednocześnie zmusza się w ten sposób organizm do sięgnięcia w procesach energetycznych po zapasy „własne” w postaci tłuszczy zapasowych.
Południowoafrykańska CSIR opatentowała w 1997 roku preparat zawierający P57, a następnie odsprzedała licencję na produkcję i sprzedaż specyfiku jednej z firm biofarmaceutycznych z Wielkiej Brytanii, gdzie nadal trwają zaawansowane badania. Warto, abyś wiedział, że organem kontrolującym apetyt jest podwzgórze mózgu. Po spożyciu posiłku i jego strawieniu krew dostarcza glukozę do komórek nerwowych podwzgórza. Pojawienie się glukozy jest sygnałem, że nasz organizm ma już „dość” – następuje więc zastopowanie łaknienia, a pojawia się uczucie sytości. U ludzi otyłych mających problemy z przemianą materii, mechanizm ten jest zwykle rozregulowany w mniejszym lub większym stopniu, wskutek czego nie ma kontroli apetytu.
Na te same komórki nerwowe podwzgórza oddziałuje również czynnik P57. Z tym, że jego działanie sygnalizacyjne i blokujące łaknienie jest ok. 10 tysięcy razy silniejsze od glukozy. Podobno największym nawet obżartuchom przestaje się chcieć jeść.Z tego względu uważa się dziś, że Hoodia Gordoni odegra w niedalekiej przyszłości ogromną wprost rolę w zapobieganiu i zwalczaniu otyłościtym samym przyczyni się do walki o nasze zdrowie. Już 50% populacji w Europie ma problemy z nadwagą. Mamy dziś do czynienia z tzw. „generacją XXL”. Światowa Organizacja Zdrowia (WHO) ogłosiła, że otyłość jest chorobą cywilizacyjną groźniejszą niż AIDS. Liczba ludzi otyłych mieszkających na naszej planecie przekroczyła 300 milionów. Po upływie ćwierć wieku może być ich dwa razy więcej. Mamy więc do czynienia z globootyłością.
Coraz więcej osób ma problemy z nadwagą, która prowadzi do wielu schorzeń organizmu, m.in. takich jak:
- udary,
- rak piersi,
- wysokie ciśnienie tętnicze,
- choroby wieńcowe serca,
- kamienie żółciowe,
- rak trzustki,
- problemy w ciąży,
- cukrzyca typu 2,
- rak jelita grubego,
- rak macicy,
- osteoporoza,
- artrozy,
- degeneracja stawów,
- zapalenie żołądka i jelit,
- depresja.
Problemy z nadmierną masą ciała nie dotyczą tylko dorosłych. W większości krajów na świecie dramatycznie rośnie otyłość wśród dzieci. Lekarze ostrzegają, że dzieciom z nadwagą grozi w wieku dorosłym wiele chorób, których dałoby się uniknąć dzięki profilaktyce i właściwemu odżywianiu. Scenariusz na najbliższe lata wygląda następująco:
najpierw będziemy świadkami dalszego nakręcania się epidemii otyłości wśród dzieci i młodzieży,
potem posypią się wśród nich przypadki cukrzycy, nadciśnienia, wysokiego poziomu cholesterolu,
a potem - jeszcze nie zaraz, ale w ciągu najbliższych 50 lat - będziemy świadkami coraz częstszych zgonów i skracania się życia.

Czy to oznacza, że ekstrakt hodii (P57) ma się jawić jako kolejny cudowny środek na otyłość i wszelkie kłopoty „puszystych”? Trzeba pamiętać, że Sanowie jedli hodię ze względu na specyficzne warunki ich bytowania, a nie dlatego, że mieli zaburzenia odżywiania z powodu nienaturalnej i nadmiernej konsumpcji. Tak więc nikt nie zdejmie z nas odpowiedzialności za własne zdrowie. Pojawienie się kolejnego, rewelacyjnego skądinąd specyfiku nie oznacza, że możemy sobie od razu pozwolić na niekontrolowaną konsumpcję.
Czy hoodia odegra znaczącą rolę w zwalczaniu otyłości - tej nowej plagi trapiącej ludzkość? Nie wiem. Wiem jednak, że wiele osób, które dowiedziały się o Hoodia sięgnie z pewnością po preparaty z tej rośliny. Ważne jest więc absolutne bezpieczeństwo przy stosowaniu specyfików z hodii i pewność, że nie pojawią się żadne skutki uboczne.
W najbliższym czasie na temat hodii pojawi się z pewnością więcej informacji. Pojawią się również suplementy – zarówno prawdziwe, zawierające hodię, jak i fałszywe. Bądź więc na to wyczulony, bowiem np. na rynku amerykańskim można kupić preparaty (np. lipodrynę), które mają jakoby hamować apetyt, rzekomo ze względu na obecność hodii. Tymczasem suplementy te zawierają zwykle efedrynę i kofeinę lub połączenie efedryny z johimbiną i ani grama hodii. Wiele osób może stać się więc łatwym łupem firm-oszustów, których reklamy oparte są na przekłamaniach i często zwykłym fałszu.
Wysokiej jakości suplementy mające w składzie ekstrakt hodii (zwykle o stężeniu 20-krotnie większym w porównaniu z ilością substancji czynnej w roślinie) mogą zawierać dodatkowo np. organiczne związki chromu, wapnia, pektyny z owoców, wyciągi z grejpfruta. Wspominając suplementacje należy również zwrócić uwagę na właściwości innej rośliny jaką jest Gotu Kola czyli (wąkrotka azjatycka), zwana również „dziwem wodnym”. W medycynie chińskiej roślina (Gotu Kola) była i jest uważana za źródło długowieczności, gdyż zażywana regularnie opóźniała procesy starzenia się. Roślina ta była ponadto stosowana do leczenia bezsenności, dla wzmocnienia wzroku, na zapalenie zatok.

Niewątpliwie Hoodia Gordoni jest niezwykle cenną rośliną, a jej prawdziwi odkrywcy – ubogie i wygłodzone plemię Sanów, mogą uratować - o paradoksie! - cywilizację obżartuchów…

Fragment książki z cyklu „Barwy Twojego Zdrowia” – „Tajemnice suplementacji odżywiania”. Autor: Janusz Dąbrowski.
---

Artykuł został udostępniony przez Janusza Dąbrowskiego który prowadzi dział Antylicho "Zdrowie"

Artykuł pochodzi z serwisu www.Artelis.pl

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz