poniedziałek, 16 maja 2011

Ratunku ! Jestem otyły !


Autorem artykułu jest AROKIS

Już nie jestem gruby. Jestem otyły. Zawsze lubiłem pojeść. Gdy rzuciłem papierosy przybrałem na wadze 20 kg w 3 miesiące. Łatwo poszło. A teraz głupie zawiązanie butów stanowi problem. Do tego wieczne zmęczenie, pocenie się, kłopot z kupieniem ubrań i cukrzyca. Różne diety jak katorga, a efekt żaden. Co robić?!

Lekarze mówią, czytam, stosuję różne diety i od 15 lat noszę przed sobą bebech jak bania. No pewnie, że można mówić: „wolny człowiek w wolnym kraju, to mam co chcę” – tu klepię się wymownie w kałdun. Ale „prawdziwa prawda” jest taka, że marzy mi się 80 kg, normalny wygląd i samopoczucie.



Nie potrafiłem zrozumieć, dlaczego, pomimo tylu prób i wysiłków, nie mogę pokonać sam siebie. Tak było aż do pewnej rozmowy. Rozmowy z dietetykiem, czyli specjalistą od żywienia. Dopiero wówczas zrozumiałem jak to działa, jakie są mechanizmy i zależności w moim wnętrzu tak fizycznym jak i psychicznym. Podjąłem próbę i są pierwsze rezultaty: w 1,5 roku ze 122 kg „zjechałem” na 106. I stanęło. Ale przestałem się przykładać, a o zasadzie „MŻ” (mniej żreć) trochę zapomniałem. Lecz nie przybyłem! Znaczy słynne jo-jo można pokonać!



Wracam jednak do rozmowy z dietetykiem. Okazuje się, że trzeba przestawić swoje myślenie z „jak się pozbyć nadwagi” na „dlaczego nie mogę jej zrzucić”. Nasz organizm to ponad 70% woda. Gdy rozpoczynamy jakąkolwiek dietę, to w pierwszym tygodniu tracimy z łatwością kilka kilogramów. Później proces ten zwalnia. Nie schudliśmy. Nie pozbawiliśmy się części tkanki tłuszczowej. My wydaliliśmy tylko nadmiar wody.

I dopiero teraz zaczynają się schody. Ponieważ nasz organizm w odpowiedzi na zmniejszoną ilość otrzymywanych kalorii zaczął zużywać glikogen zawarty w mięśniach, który związany jest z wodą w stosunku 1:3 – ubyło 4 kg? Tak, 1 kg masy mięśniowej i 3 kg wody! I metabolizm ( z greckiego – przemiana materii) spowolnił się. Żeby go przyspieszyć trzeba w diecie dołożyć więcej białka oraz zwiększyć aktywność fizyczną – pływalnia, rower, dłuższe spacery. To pomoże spalać tkankę tłuszczową. Bo dalsze ograniczanie ilości jedzenia, czyli kalorii, nic nie da. Będziemy tylko tak głodni, że zjemy nawet przysłowiowego konia z kopytami. Nie przerywamy więc diety, lecz ją modyfikujemy i czas, by się dowiedzieć, że okresy spowolnienia lub wręcz zatrzymania się procesu chudnięcia to absolutna normalka. To będzie się powtarzało co 10, 14, 21 dni, a potem co kilka tygodni i spowodowane jest fizjologią przemiany materii oraz twoimi uwarunkowaniami genetycznymi.

Geny? Geny nie pozwalają mi się odchudzić?! No właśnie. Organizm jest zaplanowany do uzyskania i noszenia określonej pewnym przedziałem masy, czyli wagi. A my tu bęc! Drastycznie zabieramy mu paliwo stosując ostrą dietę. Efekt? Metabolizm zwalnia. Zaczynają marznąć nam dłonie, stopy, nos. Coraz mniej mamy ochotę na robienie czegokolwiek. Nie mamy energii. Zaczyna nas nachodzić tzw. wilczy apetyt. To nasze ciało sygnalizuje nam, że ma za mało pożywienia. Jeśli odpowiednio nie będziemy temu przeciwdziałać, to w ekspresowym tempie wrócimy do dawnej wagi albo i lepiej. I na to geny mówią: Stop.

A jak ominąć tę pułapkę? Trzeba organizm wyprowadzić w pole. Jak? To proste. Huśtawka kaloryczna: przez np. 6 dni w tygodniu trzymamy dietę, a siódmego - hulaj dusza: zupa ze śmietaną, karkówka w zawiesistym sosie, goloneczka, hamburgery, lody i cukierki. Bez przesady, oczywiście. A potem znów 6 dni ascezy. Aż do następnej niedzieli. Te dodatkowe kilkaset kcal co jakiś czas zadziała jak dawka dodatkowej podpałki do przygasającego ogniska – zrestartuje płomień metabolizmu, a pozwoli uniknąć napadów głodu i efektu jo-jo.

Jednak nadmienić tu należy, iż im bardzie będziemy się starali obniżyć wagę, tym bardziej organizm będzie walczył o utrzymanie jej w przewidzianym genetycznie przedziale. By zachować zdrowie czasem trzeba zrezygnować z figury i zaakceptować siebie takim, jakim się jest. Czyli: jeśli odchudzanie to ręka w rękę z lekarzem i dietetykiem – będzie bezpieczniej. Będzie łatwiej.

A teraz popatrz, jak wygląda fizjologia odchudzania:

Dzień 0-3 – szybki i efektowny spadek wagi – tracimy około 70% wody, 25% tłuszczu i około 5% białka głównie z masy mięśniowej.

Dzień 4-14 – szybkość utraty wagi wyraźnie spowalnia się – ubywa nam około 19% wody, do 70% tłuszczu i około 12% białka.

Dzień 15-24 – tępo dynamiki chudnięcia jeszcze bardziej spada – przestajemy tracić wodę, tracimy 85% tłuszczu oraz 15% białka.

Dzień 25 i następne – powinniśmy się skonsultować z lekarzem lub dietetykiem, gdyż tracimy już około 75% tłuszczu i 26% białka i nie powinniśmy dopuścić, by nasz organizm zabrał się do zjadania mięśni. Jednocześnie należ zwiększyć aktywność fizyczną by przyspieszyć metabolizm – a więc biegiem do Przychodni J.



Podczas odchudzania często popełniamy całą serię podstawowych błędów, które wpływają negatywnie na ten proces i efektywnie go utrudniają. Oto one:

1. Dieta „MŻ”, czyli ograniczenie ilości spożywanego pokarmu. Prowadzi ona przez stopniowe zmniejszanie ilości jedzenia do spowolnienia przemiany materii, a w rezultacie do spalania tkanki mięśniowej zamiast tłuszczowej.

2. Zmniejszenie ilości posiłków w ciągu dnia. Powstrzymuje to spalanie tkanki tłuszczowej.

3. Wyeliminowanie z jedzenia pieczywa – powoduje to trudności z zaspokojeniem uczucia sytości i pobudza do podjadania.

4. Rezygnacja lub jadanie jej bardzo wcześnie (np. o 17:00) kolacji. To tak ważny dla organizmu posiłek, że musi być jedzony na 2-3 godziny przed położeniem się spać.

5. Ograniczenie ilości płynów powoduje, że – patrz pkt. 1.

6. Rozpoczynanie odchudzania od poniedziałku, gdyż zwykle w niedzielę jemy więcej (te rodzinne obiady, spacery na lody czy do kawiarni) i następnego dnia mamy tak rozepchnięty żołądek, że gdy dołożymy do tego dietę, to po pustych jego przestrzeniach będzie wiatr hulał, a my będziemy głodni w dwójnasób. Gwarantowany dyskomfort fizyczny i psychiczny.

7. Zamiast normalnych 3-5 posiłków dziennie zastępowanie ich chrupkami, słodzonymi napojami mlecznymi, ciasteczkami czy nawet owocami. No, wszystkim tym co zawiera cukier i skrobię. Takie "zabijanie" głodu równa się sadło we wszelkich, przeszkadzających nam miejscach na ciele.

8. I na koniec: wszelkie "Diety Cud" to bzdura. One, mając bardzo niską wartość odżywczą, zapewniają zaspokojenie kaloryczne organizmu tylko w fazie jego spoczynku. Po jakimś więc czasie zaczynamy taką dietę uzupełniać i ku naszemu niezadowoleniu waga wraca, a my psy (biedne, niewinne) wieszamy na efekcie jo-jo. Kto choć raz próbował pozbyć się nadwagi, wie o czym tu mówię.



Wiadomo nie od dziś, że ruch wzmaga metabolizm, czyli dostarczony przez nas pokarm szybciej jest przetwarzany na energię. A gdy pokarmu zabraknie, organizm zabiera się do energii zmagazynowanej w skrzętnie uzbieranym tłuszczyku i spala go. Prostota tego mechanizmu jest powalająca! I nie potrzeba tu chodzić na siłownię. Wystarczy windę zamienić na schody, dołożyć jeszcze jeden spacer z psem, wstać od biurka, przeciągnąć się, zająć się działką lub przydomowym ogródkiem. Trzeba wykorzystywać każdą okazję do ruchu.

Rower, pływalnia, rolki, narty, taniec, piesze wycieczki najlepiej po miękkim terenie, gra w piłkę lub tenis, zabawa z dziećmi „w berka” pomogą w walce z nadwagą. Ustalenie swojej diety na 1200 - 1500 kcal dziennie oraz cykliczne dokładanie i odejmowanie np. 500 kcal – o czym pisałem powyżej – da komfort niemyślenia o efekcie jo-jo. Warto też popatrzeć na – i ewentualnie skorygować – swoje przyzwyczajenia żywieniowe

. Może moje posiłki są zbyt obfite?

Może lepiej zjeść 5 razy dziennie, ale mniejsze porcje zamiast 3 takie jak dotychczas?

Smarować pieczywo margaryną tak grubo?

A może wcale?

Może częściej stawiać na stół chudy biały ser, jaja na twardo, a jeśli już coś smażyć to na oleju, a smalec precz?

A może tylko gotowane. I dużo jarzyn. Tak, dużo jarzyn i gotowanych, i surówek. I zamiast ciągle ziemniaków – kasza.

Jest tyle różnych gatunków! A owoców stanowczo mniej i wieczorem stop, bo wywołują gromadzenie się tkanki tłuszczowej i wyhamowują metabolizm organizmu.



Patrz, ile możesz zrobić sam bez żadnych specjalnych diet i kombinacji. Jak to sobie uświadomiłem zrobiło mi się jakoś lżej na duszy. „No, stary – powiedziałem sobie – na jesieni masz mieć poniżej 100 kg i utrzymać to do wiosny”. A jeśli moje wysiłki nie dadzą efektu, to trzeba będzie poradzić się lekarza, czy nie jest to czasem skutek słabej kondycji lub czy wina nie leży po stronie hormonów.

Wiem z doświadczenia, że nawet niewielka utrata kilogramów daje poprawę samopoczucia zmniejszając dokuczliwości związane z otyłością. Nie wolno wracać do starych nawyków żywieniowych. Trzeba być konsekwentnym i uparcie, wytrwale dążyć do wytyczonego celu, jakim jest uplasowanie się choćby w górnym przedziale wagi, jaka należną jest mojemu wzrostowi i wiekowi, czego życzę sobie i Tobie, szanowny Czytelniku.

---

ANDRZEJ AROKIS

www.domowezwierzadko.blogspot.com



Artykuł pochodzi z serwisu www.Artelis.pl

środa, 4 maja 2011

Darmowy ebook "TYLKO TY DECYDUJESZ o swojej finansowej przyszłości"


Mimo, że blog jest poświęcony zdrowiu postanowiłem tu zamieścić tego ebooka. No bo oczywiście dobrze być zdrowym, ale jeszcze lepiej być zdrowym i bogatym.

Polecam niniejszą publikację - jest naprawdę wartościowa i choć czasami może wydawać się że autor odkrywa  rzeczy oczywiste to warto książkę przeczytać.

Dlaczego niektórzy ludzie są bogaci, a inni ledwo wiążą koniec z końcem ?

Odpowiedź jest w Nas samych. Na świecie jest wielu bogatych ludzi, którzy zaczynali od zera. Czy to przypadek i szczęśliwy los, że akurat im się udało ?

Zdecydowanie nie, ten sukces zawdzięczają własnej pracy, która musiała być wykonywana systematycznie. Istota sukcesu i zdobywania pieniędzy opiera się bowiem na systematycznej pracy, nie możemy powiedzieć sobie zrobię to jutro, gdyż wiele ważnych czynności będziemy odkładali z dnia na dzień.
Właśnie takie porady między innymi zawarł autor książki Tylko ty decydujesz o swej finansowej przyszłości. Czytając ją zauważysz jakie błędy popełniasz, które hamują Twój rozwój, nie pozwalają się wzbogacić. Grunt to podążać na przód, nie poddawać się i uparcie dążyć do celu, a Twoim pierwszym celem powinno być pobranie i przeczytanie tego ebooka.

Ebook "TYLKO TY DECYDUJESZ o swojej finansowej przyszłości"

poniedziałek, 2 maja 2011

OSTEOPOROZA cichy złodziej kości !



Autorem artykułu jest Słonecznik


     Dziewiętnastoletnia Anna, prawie już wyleczona z anoreksji, nagle upadła i poczuła przeszywający ból w plecach. Jak się okazało, złamała sobie dwa kręgi lędźwiowe. Spowodowało to pięciocentymetrowy ubytek wzrostu. Przyczyną była osteoporoza.

   „OSTEOPOROZA” to termin, który pochodzi z języka greckiego i znaczy dosłownie „porowatość kości”. Choroba ta powoduje ubytek ich masy i bywa nazywana cichym złodziejem kości, ponieważ często przebiega bezobjawowo aż do chwili, gdy kość staje się tak słaba, że łamie się pod wpływem nagłego obciążenia, uderzenia lub upadku. Najbardziej narażone na takie złamania są okolice stawu biodrowego i nadgarstka, a także żebra i kręgi. Osteoporozę zwykło się kojarzyć ze schorowanymi kobietami w starszym wieku. Jak jednak widać na przykładzie Anny, choroba ta nie omija także młodych.

 Poważne zagrożenie dla zdrowia
      Według danych udostępnionych przez Międzynarodową Fundację Osteoporozy „w Unii Europejskiej co 30 sekund ktoś doznaje złamania kości wskutek osteoporozy”. W USA 10 milionów ludzi cierpi na osteoporozę, a 34 miliony zagrożonych jest tą chorobą w wyniku postępującego zaniku masy kostnej. Ponadto z ustaleń amerykańskich Państwowych Instytutów Zdrowia wynika, że „u co drugiej kobiety i co czwartego mężczyzny po pięćdziesiątce wcześniej czy później dojdzie do złamania osteoporotycznego”. I sytuacja wcale się nie poprawia.

  Osteoporoza to schorzenie kośćca polegające na zmniejszaniu się jego gęstości i wytrzymałości, wskutek czego kości stają się bardziej kruche i łamliwe. Diagnozuje się ją, mierząc gęstość mineralną kości za pomocą małej dawki promieniowania rentgenowskiego.

 Czy jesteś zagrożony?
     Badania wykazują, że podatność na osteoporozę bywa dziedziczna. Jeżeli u któregoś z rodziców doszło do złamania w obrębie stawu biodrowego, to ryzyko wystąpienia podobnego urazu u dziecka może być nawet dwukrotnie większe. Innym czynnikiem ryzyka jest niedożywienie w okresie płodowym, w wyniku czego dziecko ma zmniejszoną gęstość kośćca. Dużą rolę odgrywa też wiek. Im jesteśmy starsi, tym słabsze są nasze kości. Do rozwoju osteoporozy mogą się ponadto przyczynić różne choroby, na przykład zespół Cushinga, cukrzyca czy nadczynność tarczycy.

  Na osteoporozę narażone są zwłaszcza kobiety w okresie klimakterium i po nim, kiedy to zmniejsza się produkcja estrogenów chroniących tkankę kostną. Z tego powodu na tę chorobę cierpi blisko cztery razy więcej kobiet niż mężczyzn. Wcześniejszą menopauzę może wywołać niedobór estrogenów spowodowany usunięciem jajników.
  Czynniki zwiększające zagrożenie osteoporozą, na które sami mamy wpływ, to między innymi zwyczaje żywieniowe i styl życia. Do złego stanu kości przyczynia się niedobór wapnia i witaminy D w pokarmach. Osteoporozie sprzyja też nadmierne spożywanie soli kuchennej, która wypłukuje wapń, a także nadużywanie alkoholu, często idące w parze z nieracjonalnym odżywianiem.
 Jak wspomniano na początku, Anna zapadła na osteoporozę wskutek anoreksji, która doprowadziła do niedoboru składników odżywczych, znacznej utraty masy ciała, a nawet zaniku menstruacji. W rezultacie organizm przestał wytwarzać estrogeny, co spowodowało kruchość kości.
   Kolejnym istotnym czynnikiem zagrożenia jest brak ruchu, a także palenie tytoniu, które może zmniejszyć gęstość mineralną kości. Według danych WHO co ósme złamanie w okolicach stawu biodrowego ma związek z paleniem. Z badań wynika, że z chwilą zaprzestania palenia zmniejsza się utrata masy kości i są one mniej podatne na złamania.

  Ćwiczenia z obciążeniem i wytrzymałościowe zapobiegają ubytkowi masy kostnej
 Migdały i nabiał to bogate źródło wapnia.
 Zapobieganie osteoporozie trzeba rozpocząć w pierwszych latach życia, ponieważ w dzieciństwie i w wieku dorastania tworzy się około 90 procent masy kostnej. Głównie w kościach występuje wapń, niezbędny do budowy mocnego szkieletu. Najważniejszym źródłem wapnia jest mleko i jego przetwory, takie jak jogurty i sery, a także puszkowane sardynki i łososie (jedzone z ośćmi), migdały, owsianka, ziarna sezamu, tofu i ciemnozielone warzywa liściaste.

  W przyswajaniu wapnia kluczową rolę odgrywa witamina D, wytwarzana w skórze pod wpływem promieni słonecznych. Manuel Mirassou Ortega, specjalista chorób wewnętrznych oraz członek Meksykańskiego Towarzystwa Metabolizmu Kości i Minerałów, wyjaśnił: „Przebywanie na słońcu przez 10 minut dziennie sprzyja zapobieganiu osteoporozie, ponieważ zapewnia organizmowi około 600 jednostek witaminy D”. W tę witaminę bogate są takie produkty, jak żółtka jaj, ryby morskie i wątroba.

  Bardzo ważne jest też zażywanie ruchu.   Aktywność fizyczna w dzieciństwie i okresie dorastania sprzyja przyrostowi masy kostnej, a w starszym wieku przeciwdziała jej ubytkowi. Najbardziej wskazane są ćwiczenia z obciążeniem oraz wytrzymałościowe, zmuszające mięśnie do pracy, ale nie przeciążające kości ani stawów. Prostą, lecz skuteczną odmianą ćwiczeń wytrzymałościowych jest spacer, wchodzenie po schodach, a nawet taniec.

 Profilaktyka
    A zatem bardzo ważnym orężem w walce z cichym złodziejem kości jest profilaktyka. Jak już powiedziano, obejmuje ona sposób odżywiania i styl życia pomagający utrzymać masę kośćca oraz zwiększyć jego wytrzymałość. Oczywiście ludziom przywykłym do siedzącego trybu życia może być trudno go zmienić, ale naprawdę warto zdobyć się na ten wysiłek. Dzięki temu może uda im się uniknąć dołączenia do milionów ofiar tej podstępnej choroby.

  Zbyt intensywna gimnastyka może u kobiet wywołać zanik miesiączki i niedobór estrogenów, prowadzący do zrzeszotnienia kości. Zaleca się, żeby kobieta po 65 roku życia regularnie poddawała się badaniom gęstości tkanki kostnej w celu ustalenia ewentualnego ubytku masy kości. Jeśli jest on duży, można skorzystać z odpowiednich leków. Wcześniej jednak warto rozważyć związane z tym zagrożenia i korzyści.
   Pozdrawiam!
---
http://zdrowoiszczesliwie.blogspot.com/

Artykuł pochodzi z serwisu www.Artelis.pl