poniedziałek, 30 sierpnia 2010

Szałwia lekarska - działanie i zastosowanie


Autorem artykułu jest Janek NSInfo

Szałwia lekarska -Salvia officinalis L. jest krzewinką, półkrzewem z rodziny wargowych - Labiatae Juss, Lamiaceae Lindl.  Szałwia lekarska osiąga wysokość od 20 do 75 cm. W stanie naturalnym występuje w krajach śródziemnomorskich w Azji Mniejszej i Syrii, na skalistych, pagórkowatych i suchych zboczach bogatych w wapń.

W Europie głównymi ośrodkami uprawy są min.  Grecja, Jugosławia, Hiszpania, Włochy, Bułgaria i Węgry.

W Polsce szałwia lekarska uprawiana jest od kilkuset lat. Wymaga do uprawy stanowisk ciepłych, nasłonecznionych, osłoniętych, gleb żyznych o odczynie obojętnym lub zasadowym. Uprawia się ją po roślinach motylkowych i okopowych. Główne uprawiane podgatunki szałwii  to: ssp. la vandulifolia Gams (Pireneje i Francja; uprawiany rzadko), ssp. minor Gams (Hiszpania, Francja, Jugosławia, Austria, Niemcy), ssp. major Gams (Krym, Azja Mniejsza, Cypr, Syria; najpowszechniej uprawiany podgatunek) .

Szałwia działanie i własciwości lecznicze:

Cenne właściwości szałwii były dobrze znane już Pliniuszowi Starszemu, Hipokratesowi i Galenowi. Starożytni Grecy sporządzali „grecką herbatę". Na południu Europy szałwię nazywano „świętym zielem" i „europejską herbatą". W starożytności napar z liści i kwiatów szałwii uważano za dobry środek wzmacniający i żołądkowy. Szałwia ceniona była od najdawniejszych czasów jako środek niemal uniwersalny.  W lecznictwie ludowym polecana była i jest nadal jako składnik mieszanek w leczeniu schorzeń wątroby, nerek i górnych dróg oddechowych oraz do płukania przy chorobach zębów i dziąseł.

Obecnie znajduje również bardzo szerokie zastosowanie jako środek regulujący trawienie, przeciwbakteryjny, żółciotwórczy, pobudzający krwawienia miesięczne. Szałwia stosowana jest bardzo często do płukania w schorzeniu jamy ustnej i gardła. Zewnętrznie stosuje się liść do okładów na trudno gojące się rany. W gospodarstwie domowym szałwia używana bywa jako przyprawa do ryb wędzonych i dziczyzny.  Liście szałwii zalecane są również do użytku wewnętrznego jako przeciwzapalne, przeciwpotne i przeciwbakteryjne.

Szałwia lekarska jest składnikiem ziołowych preparatów leczniczych dostępnych w dobrych sklepach zielarskich i zielarsko medycznych. Zioła szałwii są bezpieczne w stosowaniu, każdy je zna i ceni.  Sklep z ziołami jest najpewniejszym miejscem, w którym zioła takie jak szałwia lekarska czy mięta o nawet aloes bez problemów możemy nabyć. 
---

Janek O.

www.ziola.lap.pl
www.sklep-zielarski.lap.pl
 

Artykuł pochodzi z serwisu www.Artelis.pl

Hodia - niezwykły kaktus który może uratować obżartuchów


Autorem artykułu jest Mirosław Mazur

Hodia (ang. – Hoodia Cactus) jest rośliną spotykaną na pustynnych i półpustynnych obszarach Republiki Południowej Afryki, Namibii, Botswany i Angoli. Tereny te – np. pustynia Kalahari, pustynia Karru (Karroo – ang., afrikaans), kraina Namaqua – to wyjątkowo małą sumą opadów rocznych (57-230 mm)
Występujące tam gleby powstałe ze zwietrzałych skał są bardzo bogate w składniki mineralne. Sama pustynia Kalahari, która zajmuje 900 tysięcy kilometrów kwadratowych, czyli 80% dzisiejszej Botswany, była kiedyś ogromnym jeziorem. Przez miliony lat znajdująca się tam woda wyschła, a jej miejsce zajęły piasek i skamieliny. 

I w takim wrogim człowiekowi środowisku pustyni Kalahari zamieszkują Sanowie – buszmeni zaliczani do najstarszych na świecie (ich dziedzictwo sięga 27 tys. lat) i najbardziej prymitywnych plemion. Plemię to – to plemię myśliwych-zbieraczy, żywiących się głównie korzonkami, bulwami i wyjątkowo mięsem uzyskiwanym sporadycznie w czasie polowań. Sanowie od tysięcy lat jedli też hodię.
Roślina ta w zasadzie należy do kaktusowatych (Cactaceae) i jest typowym sukulentem. Kwitnie w ekstremalnie wysokich temperaturach. Rodzina hodii liczy ok. 20 gatunków, ale jedynie Hoodia Gordoni zawiera ...
Właśnie, co zawiera i dlaczego o niej mówimy?
Od razu powiedzmy: tzw. „cywilizowany” świat w osobach niektórych jego badaczy „odkrył” hodię zupełnie niedawno i zaczął się ekscytować tą rośliną. Powodem tego szczególnego zainteresowania były z jednej strony zwiększające się z każdym rokiem problemy z otyłością społeczeństw zachodnich i potrzeba szukania środków zaradczych, a z drugiej - spostrzeżenia pewnego holenderskiego antropologa, który w 1937 r. badał życie Sanów.
Zauważył on, że Sanowie żują łodygi pewnej odmiany rośliny z gatunku Hoodia, którą nazywali „Xhoba” i znali doskonale jej właściwości. Żucie rośliny pozwalało im skutecznie stłumić głód i ugasić pragnienie podczas ich długich wędrówek w poszukiwaniu jedzenia po piaszczystych i skalistych obszarach, ubogich w szatę roślinną. Taki sposób postępowania był idealnym wyborem na liczne dni długich wędrówek, gdzie aby zdobyć pożywienie, trzeba nieraz przemierzyć setki kilometrów.
Po wielu latach jadłospisem Sanów zainteresowali się naukowcy południowoafrykańscy z Rady d/s Badań Naukowych i Przemysłowych – Council for Scientific and Industrial Research (CSIR). Podjęto badania, podczas których odkryto, że hodia zawiera nieznany wcześniej czynnik, który nazwano czynnikiem P57. Okazało się, że P57 doskonale tłumi łaknienie. Cząstka ta potrafi przekazać komórkom mózgu informację o sytości organizmu. Jest to przykład zwykłego oszustwa, któremu poddany jest organizm. W rezultacie skutkuje to obniżeniem apetytu. Jednocześnie zmusza się w ten sposób organizm do sięgnięcia w procesach energetycznych po zapasy „własne” w postaci tłuszczy zapasowych.
Południowoafrykańska CSIR opatentowała w 1997 roku preparat zawierający P57, a następnie odsprzedała licencję na produkcję i sprzedaż specyfiku jednej z firm biofarmaceutycznych z Wielkiej Brytanii, gdzie nadal trwają zaawansowane badania. Warto, abyś wiedział, że organem kontrolującym apetyt jest podwzgórze mózgu. Po spożyciu posiłku i jego strawieniu krew dostarcza glukozę do komórek nerwowych podwzgórza. Pojawienie się glukozy jest sygnałem, że nasz organizm ma już „dość” – następuje więc zastopowanie łaknienia, a pojawia się uczucie sytości. U ludzi otyłych mających problemy z przemianą materii, mechanizm ten jest zwykle rozregulowany w mniejszym lub większym stopniu, wskutek czego nie ma kontroli apetytu.
Na te same komórki nerwowe podwzgórza oddziałuje również czynnik P57. Z tym, że jego działanie sygnalizacyjne i blokujące łaknienie jest ok. 10 tysięcy razy silniejsze od glukozy. Podobno największym nawet obżartuchom przestaje się chcieć jeść.Z tego względu uważa się dziś, że Hoodia Gordoni odegra w niedalekiej przyszłości ogromną wprost rolę w zapobieganiu i zwalczaniu otyłościtym samym przyczyni się do walki o nasze zdrowie. Już 50% populacji w Europie ma problemy z nadwagą. Mamy dziś do czynienia z tzw. „generacją XXL”. Światowa Organizacja Zdrowia (WHO) ogłosiła, że otyłość jest chorobą cywilizacyjną groźniejszą niż AIDS. Liczba ludzi otyłych mieszkających na naszej planecie przekroczyła 300 milionów. Po upływie ćwierć wieku może być ich dwa razy więcej. Mamy więc do czynienia z globootyłością.
Coraz więcej osób ma problemy z nadwagą, która prowadzi do wielu schorzeń organizmu, m.in. takich jak:
- udary,
- rak piersi,
- wysokie ciśnienie tętnicze,
- choroby wieńcowe serca,
- kamienie żółciowe,
- rak trzustki,
- problemy w ciąży,
- cukrzyca typu 2,
- rak jelita grubego,
- rak macicy,
- osteoporoza,
- artrozy,
- degeneracja stawów,
- zapalenie żołądka i jelit,
- depresja.
Problemy z nadmierną masą ciała nie dotyczą tylko dorosłych. W większości krajów na świecie dramatycznie rośnie otyłość wśród dzieci. Lekarze ostrzegają, że dzieciom z nadwagą grozi w wieku dorosłym wiele chorób, których dałoby się uniknąć dzięki profilaktyce i właściwemu odżywianiu. Scenariusz na najbliższe lata wygląda następująco:
najpierw będziemy świadkami dalszego nakręcania się epidemii otyłości wśród dzieci i młodzieży,
potem posypią się wśród nich przypadki cukrzycy, nadciśnienia, wysokiego poziomu cholesterolu,
a potem - jeszcze nie zaraz, ale w ciągu najbliższych 50 lat - będziemy świadkami coraz częstszych zgonów i skracania się życia.

Czy to oznacza, że ekstrakt hodii (P57) ma się jawić jako kolejny cudowny środek na otyłość i wszelkie kłopoty „puszystych”? Trzeba pamiętać, że Sanowie jedli hodię ze względu na specyficzne warunki ich bytowania, a nie dlatego, że mieli zaburzenia odżywiania z powodu nienaturalnej i nadmiernej konsumpcji. Tak więc nikt nie zdejmie z nas odpowiedzialności za własne zdrowie. Pojawienie się kolejnego, rewelacyjnego skądinąd specyfiku nie oznacza, że możemy sobie od razu pozwolić na niekontrolowaną konsumpcję.
Czy hoodia odegra znaczącą rolę w zwalczaniu otyłości - tej nowej plagi trapiącej ludzkość? Nie wiem. Wiem jednak, że wiele osób, które dowiedziały się o Hoodia sięgnie z pewnością po preparaty z tej rośliny. Ważne jest więc absolutne bezpieczeństwo przy stosowaniu specyfików z hodii i pewność, że nie pojawią się żadne skutki uboczne.
W najbliższym czasie na temat hodii pojawi się z pewnością więcej informacji. Pojawią się również suplementy – zarówno prawdziwe, zawierające hodię, jak i fałszywe. Bądź więc na to wyczulony, bowiem np. na rynku amerykańskim można kupić preparaty (np. lipodrynę), które mają jakoby hamować apetyt, rzekomo ze względu na obecność hodii. Tymczasem suplementy te zawierają zwykle efedrynę i kofeinę lub połączenie efedryny z johimbiną i ani grama hodii. Wiele osób może stać się więc łatwym łupem firm-oszustów, których reklamy oparte są na przekłamaniach i często zwykłym fałszu.
Wysokiej jakości suplementy mające w składzie ekstrakt hodii (zwykle o stężeniu 20-krotnie większym w porównaniu z ilością substancji czynnej w roślinie) mogą zawierać dodatkowo np. organiczne związki chromu, wapnia, pektyny z owoców, wyciągi z grejpfruta. Wspominając suplementacje należy również zwrócić uwagę na właściwości innej rośliny jaką jest Gotu Kola czyli (wąkrotka azjatycka), zwana również „dziwem wodnym”. W medycynie chińskiej roślina (Gotu Kola) była i jest uważana za źródło długowieczności, gdyż zażywana regularnie opóźniała procesy starzenia się. Roślina ta była ponadto stosowana do leczenia bezsenności, dla wzmocnienia wzroku, na zapalenie zatok.

Niewątpliwie Hoodia Gordoni jest niezwykle cenną rośliną, a jej prawdziwi odkrywcy – ubogie i wygłodzone plemię Sanów, mogą uratować - o paradoksie! - cywilizację obżartuchów…

Fragment książki z cyklu „Barwy Twojego Zdrowia” – „Tajemnice suplementacji odżywiania”. Autor: Janusz Dąbrowski.
---

Artykuł został udostępniony przez Janusza Dąbrowskiego który prowadzi dział Antylicho "Zdrowie"

Artykuł pochodzi z serwisu www.Artelis.pl

poniedziałek, 16 sierpnia 2010

Dlaczego chleb ze sklepu nie może być zdrowy ?


Autorem artykułu jest Polski Instytut Permakultury

Według większości współczesnych naukowców podstawą diety ludzi powinny być węglowodany (zboża, owoce, warzywa, rośliny strączkowe). Główny nurt dietetyki głosi, że:
Niezdrowe są węglowodany przetworzone/rafinowane/oczyszczone np.
cukier,chleb biały, pszenny biała mąka biały ryż...

Według większości współczesnych naukowców podstawą diety ludzi powinny być węglowodany (zboża, owoce, warzywa, rośliny strączkowe). Główny nurt dietetyki głosi, że:
Niezdrowe są węglowodany przetworzone/rafinowane/oczyszczone np.

-cukier

-chleb biały

-pszenny biała mąka

-biały ryż

za pożądane dla zdrowia (wg. potocznej wiedzy) uważa się produkty typu chleb z pełnego przemiału - skoro produkt ten nie został przetworzony aż tak bardzo przez człowieka jak chleb "nierazowy", to przecież musi być zdrowszy?

Nie, gdyż ziarna zbóż nie są naturalnym pożywieniem człowieka i większości zwierząt poza gryzoniami - większość zwierząt powinna być wypasana na pastwisku. Innym przykładem mniej przetworzonych produktów, których wartość odżywcza jest mniejsza bez przetwarzania to ziemniaki, owoce bzu czarnego czy rośliny strączkowe.

Tradycyjne społeczności w których używano zbóż jako podstawy wyżywienia zawsze poświęcały sporo czasu i wysiłku na ich odpowiednie przygotowanie. Te zabiegi powodują, że wartość odżywcza ziaren poprawia się.

Zwykle cały procedura rozpoczynała się od mielenia ziaren. Proces ten był albo czasochłonny albo kosztowny. Właśnie dlatego dawniej na wsi właściciel młyna czerpał z niego niezły dochód (zwłaszcza jeśli mieli prawnie usankcjonowany monopol). Biedacy swoje ziarna mielili w domu - ręcznie. Jeszcze do niedawna przykładowo w Tajlandii biedacy jedli nieoczyszczony ryż lub mielili go ręcznie. Powód był prozaiczny - młynarze zabierali bogate w białko otręby a to przecież potencjalne źródło paszy dla kur i świń. Wróćmy jednak do ludzi...

Czy rośliny chcą byśmy zjadali nasiona?
Ziarna zbóż zawierają dużą ilość różnych substancji  antyżywieniowych (z ang. antinutrients). Nazwa dość dobrze tłumaczy ich rolę... Mają po prostu spowodować, że ziarno/nasiono będzie niestrawne, niesmaczne, mało odżywcze lub spowoduje sensacje żołądkowo-jelitowe zwierzęciu (głównie chodzi o roślinożerców), które takie ziarno/nasiono spożyje. Celem takiej "polityki" jest "nauczenie" zwierząt by ziaren i nasion nie jadły. Ostatecznie jaki interes roślina ma w tym by ktoś lub coś zjadło jej nasiona - jej "dzieci"? Nie po to organizm ten poświęcił mnóstwo energii na wyprodukowanie nasion by teraz, gdy nasiona są już dojrzałe (czytaj roślina przeznaczyła na dane "dziecko" maksymalnie dużo energii jak to jest możliwe) jakieś zwierzę je zjadło. Dla większości roślin człowiek to taki sam szkodnik jak mysz czy jeleń, więc traktować trzeba go tak samo - truciznami.

Kto kogo wykorzystał?
Osobną kwestią, którą w tym artykule nie będę się zajmował zbyt rozlegle jest to czy to człowiek udomowił zboża czy może to zboża wykorzystały człowieka do rozmnażania się? Ostatecznie przecież w "normalnych" warunkach dzika pszenica występuje tylko na Bliskim Wschodzie, soja w Azji Wschodniej a  kukurydza w Ameryce Centralnej i części Południowej. Dzisiaj te 3 uprawy rozprzestrzenione są na wszystkich kontynentach poza Antarktydą, człowiek pomaga im również w ten sposób, że dostarcza im substancje mineralne (nawożenie), zwalcza ich konkurentów (chwasty) i chroni ich zdrowie (ochrona przed grzybami i szkodnikami). To wszystko w zamian za możliwość przetrwania. Choroby cywilizacyjne takie jak próchnica, osteoporoza, reumatoidalne zapalenie stawów, toczeń, zawały mięśnia sercowego to bonusy z którymi przyszło nam żyć po przejściu na dietę w której dominują zboża i rośliny strączkowe. Wróćmy jednak do ludzi...

Czy produkty z mąki razowej są zdrowsze?

Zewsząd jesteśmy bombardowani informacjami o tym, że to chleb razowy jest zdrowszy niż ten biały. W końcu przecież w otrębach jest więcej substancji mineralnych białka i błonnika niż w bielmie i zarodku (to jest to co zostaje po oczyszczeniu ziarna z otrębów - to z tej części ziarna robi się białą mąkę). Niestety w otrębach jest również dużo więcej kwasu fitowego lub fityny (to inna nazwa dla kwasu fitowego) niż w wewnętrznej części ziarna. Kwas fitowy zaś to jedna z substancji antyżywieniowych, która sprawia, że wapno, magnez, żelazo i cynk są słabiej wchłaniane przez organizm ludzki. Dla zdrowia człowieka nie jest istotne to ile danych pierwiastków jest w pożywieniu ale jak bardzo są one przyswajalne. To dlatego lekarstwem na anemię (niedobór żelaza) nie są opiłki żelaza a dieta bogata w wątróbki, buraczki, rodzynki...

Jak zmniejszyć ilość substancji antyżywnościowych w cieście?
Jak już wcześniej wspomniałem tradycyjne społeczności poświęcały sporo czasu na to by swoje ziarno odpowiednio "przerobić" przed ich spożyciem. Nowoczesna nauka potwierdza, że te sposoby sprawiają, że ilość substancji antyżywnościowych zmniejsza się. Przykładowo świeżo zmielone ziarno pszenicy i żyta zawiera fitynazę - enzym który rozkłada fitynę (tą szkodliwą substancję antyżywnościową). Niestety (dla wartości odżywczych) większość mąk, które można uzyskać w sklepach to mąki z młynów stalowych w których mielenie zachodzi bardzo szybko a co się z tym wiąże w stosunkowo wysokiej temperaturze. To zaś sprawia, że fitynaza ulega denaturalizacji ( "ścina się" niczym białko jajka w czasie gotowania). Innymi słowy fitynaza staje się nieaktywna.
Efekt jest taki, że w przemysłowych warunkach nie jesteśmy w stanie uzyskać mąki z zawartością fitynaz - musielibyśmy ziarna mielić na niskich obrotach.

Odpowiednie zmielenie mąki to dopiero pierwszy krok do stworzenia chleba o wyższej wartości odżywczej. Drugą równie istotną kwestią jest zakwaszenie mąki, czyli dodanie wody. Fitynaza może działać na fitynę tylko warunkach wysokiej wilgotności.

Gluten - kłopotliwe białko

Następną kłopotliwą substancją w przeciętnej mące pszennej lub żytniej jest gluten. Gluten to białko występujące w wielu zbożach. Umożliwia on nadanie ciastu puszystości, gdyż dzięki niemu ciasto może zawierać więcej dwutlenku węgla i lepiej się lepi (gluten w czystej postaci przypomina konsystencją gumę do żucia). Wiele osób cierpi jednak na nietolerancję glutenu a większości osób gluten szkodzi choć niemal bezobjawowo. Skoro przy glutenie jesteśmy to warto wspomnieć, że przed XX w. zboża zawierały mniej tego białka. Po prostu w tym czasie zaczęto selekcjonować zboża pod kątem wartości do celów piekarniczych (a nie mylić z odżywczymi!). Wracając do naszego chleba...

Jak zmniejszyć ilość glutenu w chlebie?
Jeśli do mąki z niechlorowaną wodą dodamy zakwasu chlebowego (ja z baraku tego użyłem wody po ogórkach kiszonych) to zaszczepimy ciasto wieloma bakteriami i grzybami, które zaczną rozkładać znajdujące się w nim substancje. Jedną z takich rozkładanych przez te grzyby i bakterie substancji jest właśnie gluten. Podobno część osób cierpiących na celiakię (nietolerancję glutenu) może spożywać wysokiej jakości chleb na zakwasie.

Jak poprawić jakość białka w chlebie?
Kolejną ciekawą rzeczą, która dzieje się w czasie takiego zakwaszania ciasta jest zmiana profilu aminokwasów w tym chlebie - cześć mąki zmienia się w bakterie i grzyby, które to zawierają wszystkie aminokwasy egzogenne (takie których organizm człowieka nie jest w stanie sam wytwarzać). Innymi słowy taki chleb na zakwasie lepiej zaspokaja potrzeby białkowe człowieka.

By ciasto się "ukisiło" trzeba je zostawić w cieple na kilkanaście lub więcej godzin (ja zostawiłem moje na 2 dni w temperaturze pokojowej i był naprawdę wyborny).

Czy nasi przodkowie jedli białe pieczywo?
Nasi przodkowie (powiedzmy przed XX w.) najprawdopodobniej nie jedli chleba białego. Z dość prozaicznego powodu - nie było wtedy jeszcze tak dobrych i czystych kultur drożdżowych. Przed XX czy XIX wiekiem większość białego pieczywa (to było jedzenie zarezerwowane raczej dla bogatych) - bułki, biały chleb... i tak była przygotowywana w jakimś stopniu na zakwasie z dodatkiem sporej ilości drożdży.

Dlaczego chleb razowy ze sklepu nie może być zdrowy?
Na zakończenie opiszę dlaczego taki "chleb razowy" ze sklepu raczej nie może być bardzo zdrowy. Jak zwykle gdy nie wiadomo o co chodzi chodzi o pieniądze. Proszę pomyśleć ile musiałby kosztować mąka, która powstaje w młynie  posiadającym 3-4 razy mniejszą wydajność niż młyn o tym samym rozmiarze a stosujący szybsze mielenie? Następna sprawa to kwestia czasu. Chleb na drożdżach wyrasta w 2-3godziny. Miejsce w piekarni na to by przechowywać ciasto na chleb na zakwasie kilkanaście godzin również kosztuje...
---

Wojciech Majda
Polski Instytut Permakultury
Artykuł pochodzi z serwisu www.Artelis.pl

środa, 4 sierpnia 2010

Odzież lniana i jej zbawienny wpływ na nasze zdrowie


Autorem artykułu jest Piotr Ryś


Coraz częściej ludzie na całym świecie przenoszą się na tzw. „zdrowy tryb życia". Preferują zdrową żywność, dbają o środowisko, korzystają jedynie ze szklanych butelek czy noszą ekologiczne ubrania.

Wiele firm wykorzystuje naturalne właściwości roślin, do produkcji nieszkodliwych, przyjaznych dla środowiska i ludzi tkanin. Nie każdy zdaje sobie sprawę z tego, że len - znany także jako siemię lniane, jest jedną z najczęściej wykorzystywanych roślin do produkcji ubrań. Niewątpliwie odzież lniana jest coraz bardziej popularna i chętnie kupowana nie tylko za granicą, ale również w Polsce.

Przede wszystkim naturalna i ekologiczna odzież lniana jest niesamowicie przyjazna szczególne dla naszej skóry, ale także samopoczucia i zdrowia. Ulegający biodegradacji len posiada mnóstwo właściwości, które sprawiają, że jest bardzo lubiany i kupowany zarówno przez kobiety, jak i przez mężczyzn. Dzięki temu, że odzież lniana jest przewiewna, oddycha podobnie jak skóra człowieka, odczuwamy niesamowity komfort noszenia, zwłaszcza w letnie, upalne dni. Inne sztuczne materiały nie przepuszczają powietrza, powodują poczucie duszności, ucisku czy nieświeżego zapachu.

Naturalna odzież lniana jest wyjątkowa, gdyż posiada zdolność pochłaniania otaczającej nas wilgoci, stwarzając poczucie przyjemnego chłodu. Wśród wielu atutów jakie posiada istotnym jest to, że jako jedna z niewielu przeznaczona jest dla alergików. Nie uczula, nie wywołuje podrażnień, dlatego też osoby mające problem ze zdrowiem powinny wiedzieć, że odzież lniana jest idealnym rozwiązaniem. Oczywistym jest, że chemia, która nas otacza na każdym kroku jest niezmiernie szkodliwa i powinna być coraz częściej zastępowana przez ekologiczne i naturalne wyroby.

Powinniśmy zwracać uwagę na rodzaj materiału z którego wykonane jest ubranie, które nosimy na co dzień. Dla niektórych osób może to się wydawać absurdalne - jednak odzież, którą nosimy, istotnie wpływa na nasz nastrój i zdrowie. Poza tym, że odzież lniana posiada niezastąpione właściwości zdrowotne, spełnia się także w wielu innych płaszczyznach.
---

Artykuł powstał na bazie doświadczeń osób korzystających z oprogramowania sklepu internetowego opisanego na stronach www.sklepy-internetowe.pl .


Artykuł pochodzi z serwisu www.Artelis.pl

Dieta proteinowa - wady i zalety


Autorem artykułu jest Aneta Bre

Dieta proteinowa- jest to dieta, którą każdy z nas może stosować w domu. Jak wszystkie sposoby odchudzania posiada ona swoje wady i zalety. W tym miejscu postaram się je wyartykułować. 

Dieta ta składa się z 4 etapów. Najważniejsza w tej diecie jest kolejność etapów, której nie wolno zmieniać. Dr Dukan nie tłumaczy, co jest zakazane, ale wręcz przeciwnie, mówi, co wolno, a nawet trzeba jeść. Nie stawia też warunków dotyczących ilości jedzenia. Jedynym wymogiem jest picie koktajlu proteinowego – codziennie rano na każdym etapie stosowania diety.

Jakie są wady i zalety stosowania tej diety?

Główną zaletą jest to, że nie musimy ograniczać się z jedzeniem. Możemy jeść produkty smaczne i zdrowe. Nie będziemy zatem cierpieć w trakcie diety proteinowej z powodu tzw. pustego żołądka! Kolejną zaletą tej diety jest jej bezpieczeństwo, nie przyniesie ona uszczerbku na naszym zdrowiu. Stosując dietę proteinową zdrowo się odżywiamy, zatem nasze samopoczucie będzie lepsze i będziemy mieć więcej energii. Jednak najważniejszym atutem i zachętą, by wypróbować akurat tę dietę jest fakt, że w przeciągu 2-3 miesięcy możemy pozbyć się nawet 15 kilogramów.


 Przejdę teraz do omówienia wad wiążących się ze stosowaniem diety proteinowej. Dieta ta jest dość restrykcyjna (szczególnie jej pierwsza faza) i chociaż nie będziemy chodzić głodni, uciążliwa jest monotonia posiłków. W ciągu pierwszych dni istnieje ryzyko odczucia zmęczenia i osłabienia. Po czwartym dniu diety możemy się także liczyć z wystąpieniem zaparcia. Lekkie uczucie głodu powinno zniknąć po trzecim dniu stosowania programu.


 Wydaje się, że zalety diety proteinowej znacznie przewyższają jej wady. Zatem do dzieła!

---
Artykuł pochodzi z serwisu www.Artelis.pl